Bardzo szczerze o tym jakie kobiety lubią Mężczyźni.
Blog > Komentarze do wpisu

Czas na szczęście jest teraz. Nie zmarnuj go!

Z okazji dnia Kobiet 8 marca życzę Wam przede wszystkim wszystkiego najlepszego...i z tej okazji mam pewien wpis i pewne życzenie, aby po świecie chodziła większa ilość po prostu szczęśliwych Kobiet. Mam jedną taką cechę, że lubię jak ludzie są po prostu szczęśliwi. To niby nic takiego, ale tak naprawdę to najważniejsze o co powinniśmy walczyć, starać się i pielęgnować. Mam taką teorię, że naprawdę bardzo niewielki odsetek ludzi jest w życiu szczęśliwych. Obserwuje ich dookoła siebie wśród znajomych, w pracy i z opowieści. Naszła mnie dlatego taka rozkmina skąd to się bierze? Czy to rzeczywiście jest takie trudne i wymaga aż tyle pracy aby być w życiu po prostu SZCZĘŚLIWYM? Przemyślcie swoje otoczenie i zastanówcie się…ile osób jest rzeczywiście szczęśliwa, nie udaje, nie gra? Dlaczego są szczęśliwi ? Czy to los ich tak spotkał czy raczej ciężka praca nad tym oraz eksperymentowanie z własnym życiem? 

Czytałem ostatnio takie badania przeprowadzone przez uniwersytet Harvard z USA nad szczęściem, które trwały 75 lat! Wniosek z nich był bardzo prosty - ludzie, którzy mieli w życiu udany związek i pielęgnowali go byli szczęśliwsi i zdrowsi pod koniec życia - zarówno fizycznie jak i umysłowo. Nieważne były pieniądze bo prześledzili zarówno losy bogatych jak i biednych. Bogatsi byli tak samo nieszczęśliwi w toksycznych relacjach jak biedni i większa ilość gotówki nie poprawiała tego stanu. To skłoniło mnie do refleksji, że szczęśliwa i udana relacja jest czymś na co warto naprawdę poświęcić sporo czasu oraz energii. Nawet całe życie… Jeżeli mamy mieć nawet 10% życia szcześliwe to warto poświęcić 90% tego czasu na dochodzenie do tego. Pomyślcie jak wiele osób przeżywa swoje życie w nieszczęściu z powodu własnych złych wyborów?!


Dobre życie oparte jest na dobrych związkach.

 

Znalezienie i utrzymanie tego faktycznie co nas uszczęśliwia jest cholernie trudne, ale… można odciąć się od tego co nas NIE USZCZĘŚLIWIA aby zrobić sobie miejsce na to szczęście, które czyhać może gdzieś za rogiem. 

 

To się nazywa egoizm… Zastanawiam się dlaczego wbrew pozorom tak mało jest wśród nas egoistów - a zwłaszcza wśród Kobiet? Egoizm jest zdrowy kiedy chodzi o nasze własne szczęście. 

Miałem ostatnio ciekawą rozmowę z pewną osobą na temat tego dlaczego ludzie są ze sobą, z jakich powodów… i rozmawialiśmy na temat tego kto z najbliższego otoczenia jest ze sobą z takiej czystej miłości. Wiecie co? To było naprawdę bardzo, ale to bardzo rzadko. Ludzie nie są ze sobą z miłości i to jest straszne… być może z początku jest jakieś zauroczenie, a później odkrywają, że to nie jest to. Nikt mi nie wmówi, że TAK WYGLĄDA ŻYCIE. Nichuja! Ludzie potrafią być ze sobą z miłości bo są takimi samymi wariatami i żyć bez siebie nie mogą. Egoizm polegający na kierowaniu swoim życiem w celu osiągania własnego szczęścia jest najlepszym co możesz w życiu uczynić. Nie możesz myśleć wyłącznie o kimś kosztem swojego szczęścia, bo to największa krzywda jaką wyrządzasz samej sobie. Zwłaszcza jeżeli to dotyczy decyzji życiowych, które mają trwać i trwać, a nie dotyczą wyłącznie Ciebie ale Ty je podejmujesz.

 

Strasznie denerwuje się kiedy ktoś mówi, że nie może zmienić swojego życia bo…dzieci - dlatego nie może odejść od mężą/żony bo nie chce robić krzywdy dzieciom. To nie jest egoizm, to nawet nie jest lenistwo ale to jest ogromne robienie krzywdy dziecku i strach przed zmianami, przed własnymi wymówkami. Chcesz by Twoje dziecko wychowywało się w domu, w którym nie ma miłości, szczęścia a tylko same kłótnie napięta i nerwowa atmosfera bo Ty czujesz się nieszczęśliwa, nie dopasowana? Dziecko mogło, ale nie musiało być świadomą decyzją ale świadomą decyzją musi być uczynienie jego życia szczęśliwym. Jeżeli nie jesteś w stanie ze swoją połówką zapewnić mu szczęśliwego dzieciństwa bo między Wami nie ma szczęścia to musisz zapewnić je osobno. 
 
W pewnym znanym mi domu mieszkał kiedyś pewien chłopiec. Ten chłopiec całe życie obserwował kłótnie swoich rodziców, wieczne, o wszystko, atmosferę nienawiści, dogryzania i… brak godzenia się nawet. Ten chłopiec pragnął by jego rodzice się rozwiedli, aby było normalnie z jednym z nich. Pragnął spokoju w domu i wiedział, że w swoim rodzinnym domu go nie osiągnie. Chciał obserwować swoich rodziców szczęśliwych, którzy w inny sposób ułożyli swoje życie. Przeprowadzał nawet rozmowy z rodzicami na ten temat, próbował godzić ze sobą, a później tylko wyzywał ich kiedy obserwował ich brak szacunku do siebie nawzajem. Tak się nie stało…Ten chłopiec dorósł i czym prędzej tylko mógł wyprowadził się ze swojego domu. W tej chwili sytuacja naturalnie się nie zmieniła, a on nigdy nie widział swoich rodziców szczęśliwych, nie widział jak mówią do siebie „kocham” jak jest między nimi czułość, radość i szczęście. Czy przez to, że rodzice tkwili ze sobą w nieszczęśliwym związku on miał pełniejsze dzieciństwo? Ani trochę. Czy jego rodzice byli niedopasowani? ABSOLUTNIE TAK. Nie mieli praktycznie nic co by ich spajało… Charaktery, pasje, zainteresowania, temperamenty, upodobania - no dosłownie NIC poza miłością do zażartego dogryzania sobie nawzajem gdzie nie było nawet krzty humoru tylko JAD i awantury.
Ten chłopiec zadał kiedyś pytanie swojej mamie: „Mamo, dlaczego nie rozstałaś się z Tatą? Przecież Wy nie pasujecie do siebie jak nikt inny” i usłyszał: „Ze względu na Ciebie”. Poczuł się winny. Poczuł się winny, że przez niego dwójka dorosłych osób nie zaznała w życiu szczęścia prawdziwego, być może bardzo dawno temu jak go jeszcze na świecie nie było na tyle, że on nigdy nie widział i nie zobaczy ich szczęśliwych ani razem ani osobno bo w tej chwili są już starszymi ludźmi i nie mają już szans na zmiany. To smutne, bardzo smutne. Nieszczęśliwych ludzi z własnego wyboru najchętniej karałbym pasem po dupie ;) a z wyboru jest ten, kto szuka miliony wymówek by się wytłumaczyć, a tak naprawdę ogranicza ich wyłącznie strach.

 

Ok rozpędziłem się, bo nie musisz mieć nawet dzieci. Inną inspiracją była znowu dziewczyna od angielskiego, która na jedną z lekcji znalazła film z TEDx pewnej Pani psycholog pt: „Dzisiejsi 30 latkowie to nie są nowi 20 latkowie”. Ogólna teza była taka - jeżeli jesteś w wieku „20-something” to teraz jest ten czas dla Ciebie. Teraz jest ten czas na Twoje życiowe zmiany póki nie będzie za późno - większość tzw „AHA moments” ma miejsce do 35 roku życia, ale aby się pojawiły musisz budować je już teraz… To teraz jest ten czas abyś zadała sobie pytanie:

 

  1. Czego chcesz od życia? Jak wygląda Twoje życie, a jak chciałabyś aby wyglądało?
  2. Czy czujesz się szczęśliwa w swoim życiu?
  3. Czytasz ten tekst, więc zakładam że nie jesteś. Dlaczego nie czujesz się szczęśliwa w życiu?
  4. Czego Ci brakuje? Czy to jest łatwo osiągalne dla Ciebie w tej chwili? Co potrzebujesz by to osiągnąć?
  5. Czy jest ktoś kto powoduje, że nie możesz żyć tak jakbyś chciała, być szczęśliwa w taki sposób jakbyś chciała? 
  6. Ile masz marzeń, których w tej chwili nie widzisz szans zrealizowania…? Dlaczego nie widzisz szansy na ich zrealizowanie w stanie obecnym? Co lub kto może wpłynąć na przybliżenie ich realizacji?
  7. Jak długo żyjesz nadzieją, że coś się zmieni „tak samo z siebie” ? Czy wiesz, że to nigdy tak się nie dzieje… ? 
  8. Czy próbowałaś zmieniać coś w swoim życiu / kimś aby jednak być szczęśliwa? Ile razy? Dlaczego nie wyszło?

 

Zastanów się nad swoim życiem. Zrób sobie rachunek sumienia czego Ci brakuje, czy czujesz się w pełni szczęśliwa ze sobą? Pomyśl sobie co będzie za rok, za dwa….za pięć lat jeżeli nie wprowadzisz żadnych zmian w swoim życiu? Myślę, że w okolicy 30 roku życia ludzie robią takie rachunki sumienia i patrzą się wstecz, znają się już lepiej. Przeżyli bardzo dużo i wiedzą co ich uszczęśliwia, a co nie i czują co chcieliby aby stało się dalej. Nie muszą mieć konkretnego planu, ale czują czego chcą, a czego nie chcą. Nie wiesz czego chcesz? Jak to możliwe … ? Może w takim razie potrzebujesz po prostu zacząć żyć bo nie spróbowałaś go wystarczająco i nie wiesz co sprawia Ci największą frajdę a co nie? Idąc dalej… dlaczego nie „spróbowałaś” życia wystarczająco do tej pory, w której jesteś? Czy coś Cię blokowało … ? 

 

Pomyśl teraz czy coś się zmieni za kilka lat…. czy tylko będziesz bardziej smutna i nieszczęśliwa, a to nieszczęście przerodzi się we frustrację, kiedy obudzisz się że już jest naprawdę za późno na zmiany a wprowadzać je będzie jeszcze trudniej…? 

 

Chcę abyś odbyła taką rozmowę ze sobą i zastanowiła się czego potrzebujesz w życiu, kim jesteś, jaka jesteś. Czy jesteś temperamentna, czy lubisz podróże, spontan, lubisz się śmiać, jesteś otwarta, wesoła, co lubisz jeść, jak spędzać wolny czas, jakiej muzyki słuchać, jakie masz poglądy na różne sprawy, czy lubisz spokój czy jak coś się dzieje? Czy masz skłonność do ryzyka czy jesteś zachowawcza? Bądź ze sobą bardzo szczera. Odkryj swoje D-N-A i nie oszukuj, że coś nie sprawia Ci przyjemności czy radości jeżeli sprawia. Nie oszukuj się, że dogadujesz się lepiej z kimś z kim kto jest Twoim przeciwieństwem tylko dlatego, że nie spróbowałaś dogadywać się ze swoim „podobieństwem”.
Nawet jeżeli to jest niemoralne, mało etyczne czy nawet jeżeli społecznie nieakceptowalne. Nie rób z siebie świętszej niż potrzeba, bo wszyscy żyjemy według narzuconego programu społecznego. Są jakieś normy i teoretycznie powinno się ich przestrzegać, ale tak się jednak nie dzieje. Ludzie lubią / robią różne rzeczy myśląc, że są dziwni czy są wyjątkami…a tak wcale nie jest. Często znalezienie właśnie kogoś o podobnych upodobaniach daje ogromną radość.

 

…A teraz zastanów się czy jeżeli w Twoim życiu jest druga osoba to ona ogranicza czy rozwija Cię w tym zakresie? Czy dzieli Twoje pasje i upodobania? Czy ta druga osoba…. INSPIRUJE CIĘ? Nie wiem dlaczego, ale ujebałem się tej inspiracji i zdania nie zmienię. Szczęśliwy związek jest wtedy kiedy druga osoba jest dla Ciebie inspiracją i pokazuje Ci świat inny, którego Ty nie widzisz. Jest Twoim uzupełnieniem, przyjacielem, kochankiem, oparciem, zrozumieniem? Czy czujesz się tak naprawdę kochana przez tą osobę? To się czuje, o to nie trzeba pytać, ludzie nawet nie muszą sobie mówić „kocham” aby czuć to nawzajem od siebie. Ja może jestem dziwny i z tego co czytam to tak…jestem dziwny bo ja zawsze w swoich relacjach starałem się inspirować drugą osobę, ciągnąć ją do góry. Nie wyobrażam sobie aby było inaczej, że druga strona nie robi wszystkiego aby upgradować i inspirować tę osobę aby osiągała w życiu więcej… aby:

 

  1. spełniała się zawodowo
  2. realizowała swoje marzenia
  3. czuła się wartościowa i doceniana

 

Taki kiedyś był mem (mogłem go nawet wspominać już - mam bardzo słabą pamięć), gdzie jest para dziadków trzymających się za ręce, którzy przetrwali ze sobą całe życie bo kiedyś jak się coś psuło to się naprawiało, a nie wyrzucało do kosza. Ja się nie zgadzam z tym… Naprawiać można wielokrotnie, ale naprawy mogą nie przynosić rezultatu, bo okazuje się… że to jest po prostu trefny egzemplarz i trzeba go wymienić na taki, który będzie sprawnie działał, a drobne naprawy będą zawsze powodowały, że będzie działał jak nowy. Wszystko się psuje - umówmy się, ale niektóre zestawienia mają „psucie się” wpisaną w naturę, tylko Ty akceptujesz to zepsucie i wieczne naprawianie. Męczy Cię to…ale jesteś sentymentalna tak jak przy ubraniach, z których dawno wyrosłaś ale je uwielbiasz. 

 

Ostatnio słyszę wiele historii ludzi, którzy są ze sobą baaardzo długo a ich związki rozpoczęły się w momencie wejścia w dorosłość. Zawsze mi się wtedy robi smutno jak to obserwuje. Widzę u tych ludzi brak szacunku (na to jestem ogromnie wyczulony - kiedy ludzie nie mają do siebie szacunku). Nie twierdzę, że one nie mają racji bytu ale są bardzo, bardzo trudne do utrzymania. Bardzo trudno jest podjąć właściwa i racjonalną decyzję w tym wieku. Ludzie się docierają, uczą ze sobą żyć i nie pamiętają jak to wygląda gdy jest inaczej.
Mijają lata…jakoś to leci, pewne cechy charakteru kształtują się  jednak coraz bardziej…aż nagle budzimy się, że to jednak nie to. Nie odczuwamy szczęścia. Jest bardzo trudno… bardzo. Jak zrezygnować z tego? Jak przyznać przed sobą, że nie ma tego uczucia bo to co kiedyś połączyło nie funkcjonuje już bo „parowaliśmy się” będąc zupełnie innymi ludźmi? Osobiście nie znam ani jednego małżeństw, które by przetrwało więcej niż kilka lat i utworzyły go osoby przed 25 rokiem życia.

Szczególnie utkwił mi w pamięci także bardzo długi mail od pewnej dziewczyny, który miał temat: „warto przeczytać do końca…”. Rzeczywiście…czytałem chyba z 20 minut i z każdym słowem robiłem się coraz bardziej smutny. Dlaczego? Bo czytałem co ona akceptowała…Żyła 8-9 lat w związku, który jej nie uszczęśliwiał z bardzo trudnym i zaborczym człowiekiem, ale nie potrafiła odejść dopóki nie pojawił się ktoś trzeci kto spowodował, że dostała wiatru w żagle, powiedziała NIE, spakowała się i wyprowadziła. Kobieta przed 30-stką, która musiała życie nagle rozpoczynać od nowa, ale jak przyznała warto było bo czuje zupełnie innym człowiekiem i nie wiedziała nawet, że tak się można czuć.


Lubię rozmawiać z ludźmi, obserwować, analizować, badać. Znam conajmniej 7 (!!!) takich przypadków… gdy ludzie niekoniecznie są ze sobą z miłości.  Najczęściej jest to strach  :( przed tym co się stanie gdy zmienią tą stabilność. Uwielbiam oglądać ludzi u których widzę, że się realnie kochają, że są szczęśliwi. To się czuje. Ja im wtedy bardzo mocno kibicuje bo lubię cieszyć się z czyjegoś szczęścia. Jak pomyślę sobie o swojej siostrze i jej mężu to odnoszę takie wrażenie - że tam jest miłość-ogromna, a ich historia jest rodem z filmu/harlequina ale nie mogę opowiedzieć, bo to osoby publiczne i łatwo mogłyby zostać namierzone.

 

Wiem jak trudno jest podjąć trudną decyzję w życiu. Jak trudno przed samym powiedzieć sobie co nie czyni Cię szczęśliwą i co potrzebujesz zrobić aby to zmienić. Życiowe zmiany są najtrudniejsze i pewnie im mocniejsze tym bardziej je odczujesz:

 

  1. zmiana otoczenia
  2. zmiana mieszkania
  3. zmiana statusu materialnego (być może będzie Ci gorzej)
  4. pustka i smutek, że komuś robisz krzywdę 

 

Kredyty? PIERDOLIĆ KREDYTY. Tyle powiem. Jak masz taki problem to zacznij planować swoje życie i zacznij myśleć jak się od tego uwolnić. Może to kwestia zmiany pracy? Zacznij Pytanie jak długo to może potrwać? Jak długo być bolesne…? Pól roku? Rok? A jak nie zmienisz to jak długo będzie Cię boleć, a ból będzie się pogłębiał?

 

Zrób sobie listę może być w excelu, może być na kartce i wypisz:

 

  • Co czyni Cię nieszczęśliwą
  • Co zyskasz gdy to zmienisz, jakie szanse się dla Ciebie otworzą

 

Będzie smutno. Będzie boleć. Musi boleć. Ma boleć - inaczej tego nie załatwisz. Każdego po kolei może boleć, ale… jeżeli odpowiedziałaś sobie na wcześniej zadane przeze mnie pytania i wiesz, że ten stan rzeczy nie przyczyni się do Twojego szczęścia to lepiej zrobić to szybciej niż później aby obie strony bolało to krócej. Wierzę w szczęście, ale wiem że istnieje coś takiego jak przywiązanie, sentyment, poczucie intymności ale co z tego skoro nie ma takiego szczęścia jakby mogło być… ? 

Musisz być egoistką jeżeli nie odczuwasz szczęścia i nie widzisz perspektyw na to szczęście bo INACZEJ WYOBRAŻASZ sobie swoje życie! To może także dotyczyć pracy. 

 

Prawdopodobnie po przeczytaniu tego tekstu i odpowiedzeniu sobie na te wszystkie pytania odczuwasz smutek. Uświadamiasz sobie pewne rzeczy i dochodzisz do wniosku, że powinnaś przejść do pewnych akcji. Zacząć je planować. To najtrudniejszy etap, ale jeżeli tak się stało to gratulacje. Teraz został Ci strach… Strach przeprowadzania tych zmian i tego jak to zrobić. Pojawi się pewnie jeszcze smutek, żal do samej siebie. To normalne i będzie się pojawiać, ale… Ty jesteś Kapitanem i Sternikiem okrętu pt. „Twoje życie”, a kapitan musi być twardy i czasem przyznać się do błędu, że obrał zły kurs swojego statku, ale wraca na właściwą trasę. Nawet jeżeli musi wrócić się o kilkanaście tysięcy kilometrów.

 

Po tych wszystkich przemyśleniach możesz jednak dojść do innych wniosków. Możesz stwierdzić, że tak naprawdę to jesteś szczęśliwa i nie potrzebujesz żadnych poważnych życiowych zmian, bo wszystko jest realne w zasięgu ręki w Twoim obecnym życiu, które musisz tylko stuningować. Świetnie. Odpowiedziałaś sobie na zajebiście ważne pytanie i możesz śmiało stwierdzić:

Jestem szczęśliwa, potrzebuje tylko drobnych korekt!

 

Jeżeli takie będziesz miała przemyślenia to trwaj przy tym. Pielęgnuj to swoje szczęście i zastanów się co daje Ci to największe szczęście i co możesz zrobić aby ono trwało jak najdłużej. To jest ten moment, aby sobie to uświadomić i poczynić odpowiednie kroki by ono nie znikło…

 

Zachęcam jednak do tego aby zrewidować własne szczęście i zacząć czynić zdecydowane kroki w tym kierunku. Czas na zmiany jest teraz, a nie za rok czy za dwa. Wtedy może być już za późno…!

 

Szcześcia i namiętności życzę ;)

mezczyznazwyobraznia@gazeta.pl 

wtorek, 08 marca 2016, mezczyznazwyobraznia

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Majka, *.static.multimetro.pl
2016/03/08 12:23:03
Witaj, znowu z zaciekawieniem czytam Twój wpis i słowo "inspiracja" jest dla mnie niemal ekscytujące :P i dziękuję za życzenia.
Jestem Twoją wersją szczęśliwej kobiety, optymistki, która zważywszy na przetrwałe problemy potrafi zobaczyć w nich dobrodziejstwo istnienia życia, gdyby nie one, nie wiedziałabym co to dobra passa, rozradowanie, uniesienia a nawet ekstaza. Będzie smutno. Będzie boleć. Musi boleć. Ma boleć - inaczej tego nie załatwisz. zgadzam się z tym jak najbardziej, jednakże muszę dodać do całości Twojego wywodu, że NIE WOLNO USMIECHAĆ SIĘ GDY SERCE KRWAWI !!!!.
Uwierz mi, że sposobność taka odbija się w przyszłości bliższej, może dalszej, ale odbije się, więc stwierdzam, że każdy, ale to każdy człowiek powinien mieć swojego spowiednika, takiego zaufanego i od serca. Powinien mieć kogoś, kto nie tylko wysłucha, ale i spróbuje doradzić, jak również nakopie do dupy, kiedy trzeba INACZEJ OSOBA TA ULEGA SPOWOLNIONEMU PROCESOWI DEGRADACJI. (Jeżeli osoba, której się spowiadasz mówi, że to bardzo osobiste, co mówisz.piszesz to nie jest spowiednik i nie posłuży Ci długo).
Ja jako JA, nie zamierzam nic zmieniać w swoim życiu, chyba że pojawi się na mojej drodze ktoś, kto mnie zainspiruje w zupełności, wszechogarnie mnie i ulegnę jego namiętnemu spojrzeniu :P, dam się ponieść emocjom, oczywiście trzymając nieco mały, ale rygorystyczny dystans
Pozdrawiam serdecznie i pisz dalej, bo działasz na kobiece zmysły i pewnie nie jednej kobiecie uleczyłeś jak nie serce to mózg .
-
Gość: Sucherin, *.icpnet.pl
2016/03/08 19:00:36
Trudno jest się tak sparować, żeby się nawzajem inspirować, dlatego zamiast być z kimś bo tak jest fajnie, wolę być aktualnie sama. Realizuję się jak mi się podoba i nic mnie nie ogranicza, chociaż nie ukrywam, niektóre marzenia czy plany milej by mi było przeżywać z kimś i móc się nimi dzielić. Tyle, że jest jeszcze ten strach przed odrzuceniem bo można nie trafić na osobę, która mnie będzie szanowała, każdy zawód powoduje, że się traci wiarę i to nie tylko w facetów, w ogóle w ludzi..Staram się nie wymagać więcej niż mogę dać, bo niby czemu komuś by miało odpowiadać przebywanie ze mną? ale jakieś minimum musi być..:D Lubię to jak piszesz i to co piszesz, tylko u ciebie wszystko jest takie proste i oczywiste, napawa optymizmem, a gdy się przechodzi do działania, do rzeczywistości to już wiadomo jak jest. :D
-
Gość: joanna, *.internetdsl.tpnet.pl
2016/03/09 14:23:15
Ok, niby tak. Czytałam o tym nie raz i nie dwa.
Jestem w takim związku.
Codziennie budzę się z myślą: a jak będzie dzisiaj...?
Nie tuli, nie całuje bez okazji, nie rozmawia, wczoraj na dzień kobiet dostałam kwiaty i po 10 sekundach padło hasło..."dobra, dawaj coś żryć" (dosłownie).
To już/dopiero 4 lata jak jesteśmy razem.
Żal mnie ściska od środka gdy jestem między innymi gnębiona psychicznie, ale nie umiem... No nie potrafię go wypierdolić. Boję się...bo WIEM, że to będzie mój koniec.
Dlaczego? A Dlatego, że nikt oprócz niego nie adorował mnie aż tak jak on, nie mam widać powodzenia, mieszkam z mamą, nieletnią siostrą, babcią, same baby - nie mamy dziadka, ojca, brata, same... Mój Świniarz jest jedynym facetem blisko nas. Nie znamy się na naprawach w domu, na mechanice auta i sprzętów, nie mam nawet kosiarki bo on przywoził już swoją, a i tak pomaga z wielką łaską... Ale jest... Nie chodzę nigdzie - praca, sklep, dom mój, jego dom rodzinny. Nie poznam nikogo innego. Jestem okropnie wstydliwa i zdystansowana. Nie mam nawet kolegów facetów, żadnych! Nie mam również paczki przyjaciół, żeńskiej. Nie chodzę na imprezy. W pracy same panie. Wiem że pognanie mojego prywatnego pasożyta zmusi mnie do pójścia na dno samotności. Z tego już nie wyjdę, jestem przed 30-stką.... Wierzcie mi, że ja to czytam i rozumiem, wiem, że to chore, komuś też bym powiedziała - ratuj się, nie bądź nieszczęśliwa...nie wiecie co to strach przed byciem jeszcze bardziej nieszczęśliwą... I ta myśl, że tą drugą, tą kolejną będzie nosił na rączkach...uhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh!
-
Gość: Silver, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/03/10 03:15:29
Mój obecny związek jest dosyć świeży, trwa dopiero 4 miesiące. Jeszcze rok temu żyłam zupełnie inaczej. Byłam z totalnym kłamcą, intrygantem i podłym plotkarzem. Ale nadszedł dzień, w którym powiedział mi coś co zamknęło jego drogę do mnie na zawsze. Jednak odezwał się do mnie jego najlepszy przyjaciel. Nie przyjaźnili się już wtedy ze sobą od długiego czasu. Znienawidzili się. Wiele razy, ten właśnie przyjaciel próbował mnie przed nim ostrzegać, próbował mnie jakoś od niego odciągnąć, gdy jeszcze z nim byłam. Było kilka takich momentów. Jeden raz nawet włożył mi list do skrzynki w którym prosił o kontakt. Dziwnym trafem, zawsze to odrzucałam. Zawsze jednak czułam, że mi sprzyja. Że jest po mojej stronie. A gdy mój były zaczął to dostrzegać, zaczął mnie od niego izolować... Musiały jednak minąć 2 lata mojego nieudanego związku, po to, żebyśmy mogli na spokojnie spróbować ze sobą, żebyśmy tak naprawdę mogli się poznać. Nie widziałam w nim nigdy wcześniej kogoś w kim mogłabym się zakochać, traktowałam go raczej jako kolegę, ale zawsze bardzo go lubiłam. A gdy zdarzało mi się czasem podsłuchać jego rozmowy, to zawsze brałam jego stronę. Jakbym od razu dobrze go rozumiała. Słyszałam, że męczą go te same problemy, że ma te same poglądy. Rzadko jednak miałam okazję porozmawiać z nim sam na sam. Zawsze coś nam przeszkadzało. A teraz, gdy jesteśmy już razem wreszcie możemy ro-zma-wiać. Jesteśmy młodzi, ja mam 23 lata, on ma lat 26. Być może nie znam wielu par, obserwuję tylko jak niektórzy się zachowują i dostrzegam teraz, że nie brakuje nam szacunku wobec siebie nawzajem. Ostatnio był gorszy moment, niestety, jak to zwykle bywa, ale szybko minął. I jakoś próbuję też jak najszybciej o nim zapomnieć. Bo staram się sobie przypomnieć o skarbie, który był zawsze tuż za rogiem.
-
Gość: Silver, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/03/10 03:19:41
Dlatego chciałam jeszcze tylko dodać jako apel do kobiet. Żebyście nigdy nie obawiały się odejść, bo zawsze czeka was coś lepszego, coś ze szczęśliwym zakończeniem
-
Gość: Goha, *.play-internet.pl
2016/03/10 17:12:49
Do Joasi: Napisałas, ze jestes przed 30 tką.Ja jestem przed 40 tką ....Mogę tylko powiedziec, ze jak nie odejdziesz, będzie tylko gorzej....On nie ma do Ciebie szacunku...Uwierz, przezyłam wiele....on nic Ci w życiu nie da...Już lepiej być samą, miec mamę, siostrę, babcię koło siebie, niż po cichu płakać, by nikt nie widział....
-
Gość: Joanna Darc, *.centertel.pl
2016/03/10 21:08:28
Ty jesteś walnięty, pieprznięty i faktycznie szczery ... fuck... do bólu (to pierwsze co nasunęło się po lekturze). Dobrze się czyta swoje przemyślenia wyartykułowane przez innego człowieka. Walisz po kościach, trzewiach, umyśle i niezdecydowaniu. Jedno życie... ! Walczcie by chciało się żyć wedle własnych przekonań, błędne decyzje to unieszczęśliwianie nie tylko siebie ale i tych najbliżej nas...może też mieliby szansę? I ta miłość niech się trafi...taka gdzie nie trzeba udawać i można czuć wolność mimo wszystko. Dobrej nocy.
-
2016/03/10 21:19:34
i to jest to! jak człowiek czujący się nieszczęśliwie może stworzyć szczęśliwy związek??? - nie da się! można przez pewien czas udawać, ale kiedyś sprawa się rypnie.

ja ze swoim "ex" zaczęłam być... ponieważ byłam święcie przekonana, że nikt inny mnie nie zechce. i tak bardzo chciałam stworzyć dobre małżeństwo, chciałam kochać.... że bardziej wierzyłam, że tak jest niż to faktycznie było.
...odeszłam od niego po 10 latach małżeństwa, ponieważ bardziej bałam się samotności z nim, niż życia samej z córką.
co miałam wypłakać -wypłakałam i jeszcze co jakiś czas wypłaczę. ze łzami wypłukuję z siebie to co toksyczne.
potem spinam 4 litery i daję radę.
samochód? - mechanicy są, opony na wulkanizacji wymieniają,muś uwielbiam sama.
w domu elektryka, woda i inne takie - dzwonię po osiedlowego elektryka/hydraulika - biorą grosze. znajomi też zawsze mogą polecić jakąś "złotą rączkę" do innych napraw. tapetuję i maluję ściany sama - :)
gotować nie lubię. :/
czy po odejściu od męża mam więcej obowiązków? - NIE! mam mniej prania i prasowania, mniej sprzątania i zmywania. cała domowa reszta, opieka nad córką była na mojej głowie.
a! i przecież cały czas pracę mam. (lichą) i kredyty (solidne).

i czuję się z tymi moimi ciężarami lepiej.
czuję się wobec siebie uczciwiej.
córka widzi, że mama daje sobie radę. czasami widzi, że płaczę, bo mi ciężko... ale widzi też, że nie robię z siebie cierpiętnicy i podnoszę się i idę do przodu.

i tak - chcę sobie znaleźć fajnego faceta. ale nie za wszelką cenę.
-
Gość: Majka, 78.10.208.*
2016/03/11 14:11:11
Brawo "feeria" - więcej takich kobiet, a i świat będzie szczęśliwszy. Wszystkim kobietom optymizmu życzę i WIARY W SIEBIE. A co do "Joanny" - dasz radę, mówię Ci...wstając rano, patrz w lustro i mów sobie, że zajebista z Ciebie laska potrafisz wszystko zdziałać i takie tam ......stój przed lustrem tak długo, aż zobaczysz, że uśmiechasz się do siebie - to dobry znak i dobry początek !!!.
-
Gość: woda ogień, *.internetia.net.pl
2016/03/12 16:57:33
dla niektórych nieziszczalne objęcia :)
skoro jednak szczęście to projekt, można próbować znaleźć zamiennik

nie do końca umiem się zgodzić z takim tokiem myślenia, nie muszę :)
-
Gość: szczera, 78.10.208.*
2016/03/12 23:35:18
A ja jestem mężatką od 8 lat. Wyszłam za mąż w wieku 20. Mąż - 25. Teraz jestem całkiem inną osobą niż 8 lat temu. Ale nadal jesteśmy szczęsliwi. (Najczęściej:) Fakt, lepiej jest dojrzeć, poznać siebie, naprawdę pokochać siebie, a potem szukać drugiej połówki, ale chciałam, żebyś wiedział, że bardzo młode małżeństwa też mają szanse powodzenia. Jeśli ludzie trzymają się zasad i ciągną się do góry będzie dobrze. Aha i znam osobiście w moim otoczeniu 3 świetnie dobrane pary z około 20 letnim stażem małżeńskim, które pobierały się około 20 roku życia.
-
2016/03/13 12:44:21
ja jestem szczęśliwa i mąż chyba też :) jesteśmy totalnymi przeciwieństwami i u nas nigdy nie jest nudno, jest często wesoło mimo, że jedna drobnostka i wojna gotowa, ale potem jest znowu fajnie i tak w kółko :) nie ma związków idealnym, są takie w których ludzie się dobrze czują. Dla jednego związek "idealny" będzie wyglądał tak jak dla drugiego najgorszy koszmar.
-
Gość: Silver, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/03/14 09:47:05
joanna, musisz to zakończyć. Nie na tym polega normalne życie. Nie będę Cię okłamywać, że nie będzie boleć. Każdy koniec niesie ból. Ale potem będzie tylko lepiej, lepiej, lepiej... Nie możesz tracić swojego czasu. Daj sobie wreszcie wolność! Ktoś kto Cię pokocha da Ci wszystko czego potrzebujesz, ale najpierw trzeba stanąć na nogach.
-
2016/03/15 10:55:15
Joanna - spieprzaj z tego związku, bo będzie tylko gorzej. Naprawdę, kosiarka nie jest ważna, ani naprawianie kranu - wezwiesz sobie mechanika. A swoja drogą - spieprzaj też z domu pełnego bab.
-
2016/03/15 11:00:10
Myślę, że wiele kobiet nie rezygnuje z bylejakich związków, bo boi się wyjść ze swojej strefy komfortu, czegoś ustalonego i znanego. Ja się zdecydowałam, nie żałuję absolutnie, choć teraz mam totalną wojnę: trudny rozwód, manipulowanie dziećmi, nastawianie sąsiadów (cała wieś huczy), etc. Postanowiłam być pierdolonym kwiatem lotosu na tafli jeziora i zwyczajnie przetrzymać te złe rzeczy.
-
Gość: Majka, *.static.multimetro.pl
2016/03/18 10:29:51
Jestem pełna podziwu dla Ciebie lala.lu i kocham w nas tą właśnie siłę, tę moc. Powodzenia życzę i trzymam kciuki za Ciebie i inne kobiety, które muszą się uporać z tym barłogiem życiowym. Buziaki
-
2016/03/19 23:37:13
Zmiany, zmiany, zmiany... czasem jesteśmy wręcz przekonani, ze ich potrzebujemy ale ciężko coś zostawić za sobą - idąc tym tropem, na zmiany potrzeba czasu.
-
Gość: Optymistka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/03/20 16:02:43
Hej! Świetny artykuł! Ohh! po dziurki w nosie mam tego wszechogarniającego niezadowolenia i nic z nim nierobienia. Mnie ostatnio życie nie rozpieszcza, a mimo to cały czas chodzę uśmiechnięta i sama mając nie mało na głowie, jeszcze wyciągam za uszy innych. Nie ma nic gorszego od ciągłego nakręcania się negatywnymi myślami, a konia z rzędem temu, któremu uda się u kogoś ten tok myślenia przerwać.
Ostatnio czytałam fajną książkę o sile podświadomości, z której jasno wynika, że to jak wygląda nasze życie w dużej mierze zależy od nas samych, od tego jakimi myślami się (dosłownie) zaprogramujemy. Czyli - jeżeli non stop skupiamy się na tym, że jest "źle", że nie dobrze, to tak "źle" właśnie będzie, bo taka będzie nasza percepcja, na takie odbieranie świata się podświadomie nastawiamy i tego niejako oczekujemy.
Ale przy tej łyżce dziegciu jest też sporo miodu :-) można odwrócić sytuację i nastawić się pozytywnie. Także głowa do góry i pierś do przodu Drogie Panie i Panowie, a wszystko zacznie wyglądać niby tak samo, a jakby jednak barwniej :-)
-
Gość: czas na zmiany, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2016/03/20 22:55:39
Chciałam Ci bardzo podziękować za ten artykuł. Jestem teraz w takim etapie swojego życia, że od kwietnia zmieniam miejsce zamieszkania, chcę znaleźć w nowym mieście pracę, która pozwoli mi się utrzymać, zmienić otoczenie, poznać nowych ludzi i być może znaleźć miłość. Wiem, że jeżeli teraz tego się nie podejmę, to zapuszczę korzenie a potem będzie jeszcze gorzej i będę żałować, że nawet nie spróbowałam. Lecz im bliżej przeprowadzki tym bardziej cały czas zastanawiam się czy dobrze robię, czy sobie poradzę w nowym miejscu, czy znajdę pracę. Milion myśli. Dzięki Twojemu wpisowi zatrzymałam się na chwilę w miejscu, uświadomiłam sobie, że przecież przez rok o tym marzyłam i na samą myśl zawsze odczuwałam motyle w brzuchu. I ten stan po przeczytaniu tekstu powrócił, tak jakbyś wziął i mną potrząsnął. Dzięki! Będę sobie czytać codziennie, jak znowu zwątpię (oby nie) :) Pozdrawiam.
-
Gość: Majka, *.static.multimetro.pl
2016/03/22 11:30:28
Do "WięcejMęskości" - czas goni nas, starajmy się przynajmniej coś robić, małymi krokami do przodu, najgorsze jest stanie w miejscu, bo wtedy czas też stoi w miejscu.......jakby się zatrzymał. Jeżeli czujesz, że nie jesteś sobą, jeżeli czujesz, ze tak naprawdę nie żyjesz zgodnie ze swym "powołaniem", jeżeli czujesz i widzisz, że tracisz na wadze, bądź obżerasz się i masz wyrzuty sumienia, jeżeli czujesz niedosyt życia, jeżeli czujesz, że to co starasz się robić dobrego - obraca się przeciwko Tobie, jeżeli nie czujesz szacunku od bliskiej Ci osoby względem siebie, jeżeli czasami czujesz, że "umierasz" od środka, jeżeli nie widzisz pąków na drzewach tylko szarość za oknem, jeżeli nie wiesz i przez dłuższy już czas nie masz koncepcji co zrobić na obiad rodzinie, jeżeli wiesz, że dziś, wczoraj i przedwczoraj odburkujesz zamiast odpowiedzieć dzieciom, bliskim, znajomym, jeżeli masz obok siebie kochających Cię ludzi, a Ty czujesz się pusta, niepotrzebna i nie masz ochoty nawet zamienić słowa z kimkolwiek, jeżeli przestałaś widywać się z przyjaciółmi, z myślą że będzie lepiej jeżeli poświęcisz ten czas swojej "miłości" (bez większego efektu) i nie masz satysfakcji, jeżeli przestałaś robić to, co lubisz, to co Cię inspirowało, bo nie umiesz znaleźć czasu, albo nie daj bóg ta "miłość" zabiera Ci to, jeżeli spoglądasz w lustro i widzisz .....nikogo ważnego nie widzisz, to KURWA MAC - odejdź od tego wszystkiego, ZRÓB COŚ ZE SOBĄ !!!!! bo KURWA CZAS CI W TYM NIE POMOŻE !!!
-
2016/03/26 17:12:15
Właśnie skończyłam swój półtora letni związek i w końcu poczułam się szczęśliwa. Czasem pojawi się pozorna tęsknota ale wiem,że ten facet nigdy na mnie nie zasługiwał. I mam podobne podejście do Ciebie :,, czas na szczęście już teraz".
-
Gość: Magdeleine, *.dynamic.gprs.plus.pl
2016/04/01 19:52:39
Witajcie,
Dzisiaj natknęłam się na ten blog i bardzo mi się podobają te artykuły, przemyślenia.
Mam 26 lat i od 3 lat jestem sama. Mój poprzedni związek trwał 4 lata, przez 3 lata był jak z Harlekina, było cudownie... kupował kwiaty, prezenty, wyjazdy zagraniczne. Uwielbiałam z nim spędzać czas, to był prawdziwy facet. Wiele razem przeszliśmy, ale potem zaczęły się schody, bo mój ex postawił mi warunki jakie muszę spełnić, żeby z nim być. tzn muszę robić to co on (zawodowo) albo z nami koniec. A szczerze mówiąc to co on robi w prawdzie jest bardzo dochodowe, ale wybiegające całkiem od moich zainteresowań, on posiada wielką fermę drobiu, ja natomiast jestem po studiach pedagogicznych, a teraz studiuję na Akademii Muzycznej (także ,,lekka" rozbieżność) Powiem Wam, że było mi bardzo ciężko podjąć w momencie taką decyzję. To było dla mnie szokiem... nawet byłam skłonna się zgodzić na jakieś jego warunki, tylko po to żeby być z nim, ale on i tak mnie zostawił. Potem wrócił, ale to było jak odgrzewane kotlety, straciłam do niego zaufanie kompletne i go zostawiłam. Po rozstaniu nie mogłam się otrząsnąć, nie mogłam uwierzyć, że takie coś się wydarzyło, miałam depresję, ogólnie bardzo zły stan. Ten człowiek wmawiał mi różne rzeczy np. że ja już nie znajdę nikogo, a jak znajdę to w ogóle kogoś beznadziejnego, że sobie nie poradzę-bo moi rodzice są biedni itd.
Wszystko to było bardzo bolesnym przeżyciem, ale nie żałuję. Jestem sama, ale dlatego, ze chcę być z kimś wyjątkowym, prawdziwym. A może też dlatego, że boję się że znowu będzie bolało.
Mam nadzieję, że jeszcze się ułoży i jestem bardzo szczęśliwa, że mogę obić to co lubię, bo nie wyobrażam sobie bez tego życia. Uważam, że lepiej być samej niż być z kimś kto wypija krew.
Pozdrawiam Was serdecznie, życzę dużo szczęścia :)
-
Gość: kasiunia: , *.bb.sky.com
2016/04/02 11:41:14
Ja pierdykam! Niesamowite ze trafiłam na ten blog dziś akurat kiedy chce zmienić swoje życie. Dzięki za te słowa! Będę dalej czytać..pozdrawiam.nieszczesliwa
-
Gość: chrynio, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/08/27 23:29:44
@magdalaine
widze twój chłopak ma jaja, ja tez swoja zostawiam, bo siedzie za granica i sam zarabiam na dom, a ona nie raczy przyjechac, bo po studiach nie bedzie niemcom podcierać, jak nie to nie ciao
-
Gość: Marta, *.128-*.in-addr.arpa
2016/11/03 22:23:20
Jestem dopiero na początku tej drogi :-) a zaprowadziły mnie na nią podobne przemyślenia. Podstawą jest oczywiście egoizm. Teorię nazwałam "kamykiem w bucie". Czy jeśli masz w bucie kamyk, choćby najmniejszy to idziesz z nim dalej? Nie. Ponieważ z lekkiego dyskomfortu doprowadzisz w końcu do rany a następnie zakażenia całego organizmu. Przystajesz i wyrzucasz KAMYK :-) tak samo w życiu nie pozwólmy rozrosnąć się naszym problemom. Pozdrawiam i życzę szczęścia. Ps. Szczęśliwy człowiek uszczęśliwia swoje otoczenie także nie obawiajmy się słowa: Egoista.
-
2017/01/30 11:29:34
Najgorsze co może być, to myśleć, że na szczęście jeszcze będzie czas. Trzeba się cieszyć codziennie z naszego życia i naszych bliskich, bo nigdy nie wiadomo, co się stanie w życiu.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Kody Rabatowe