Bardzo szczerze o tym jakie kobiety lubią Mężczyźni.
wtorek, 08 marca 2016

Z okazji dnia Kobiet 8 marca życzę Wam przede wszystkim wszystkiego najlepszego...i z tej okazji mam pewien wpis i pewne życzenie, aby po świecie chodziła większa ilość po prostu szczęśliwych Kobiet. Mam jedną taką cechę, że lubię jak ludzie są po prostu szczęśliwi. To niby nic takiego, ale tak naprawdę to najważniejsze o co powinniśmy walczyć, starać się i pielęgnować. Mam taką teorię, że naprawdę bardzo niewielki odsetek ludzi jest w życiu szczęśliwych. Obserwuje ich dookoła siebie wśród znajomych, w pracy i z opowieści. Naszła mnie dlatego taka rozkmina skąd to się bierze? Czy to rzeczywiście jest takie trudne i wymaga aż tyle pracy aby być w życiu po prostu SZCZĘŚLIWYM? Przemyślcie swoje otoczenie i zastanówcie się…ile osób jest rzeczywiście szczęśliwa, nie udaje, nie gra? Dlaczego są szczęśliwi ? Czy to los ich tak spotkał czy raczej ciężka praca nad tym oraz eksperymentowanie z własnym życiem? 

Czytałem ostatnio takie badania przeprowadzone przez uniwersytet Harvard z USA nad szczęściem, które trwały 75 lat! Wniosek z nich był bardzo prosty - ludzie, którzy mieli w życiu udany związek i pielęgnowali go byli szczęśliwsi i zdrowsi pod koniec życia - zarówno fizycznie jak i umysłowo. Nieważne były pieniądze bo prześledzili zarówno losy bogatych jak i biednych. Bogatsi byli tak samo nieszczęśliwi w toksycznych relacjach jak biedni i większa ilość gotówki nie poprawiała tego stanu. To skłoniło mnie do refleksji, że szczęśliwa i udana relacja jest czymś na co warto naprawdę poświęcić sporo czasu oraz energii. Nawet całe życie… Jeżeli mamy mieć nawet 10% życia szcześliwe to warto poświęcić 90% tego czasu na dochodzenie do tego. Pomyślcie jak wiele osób przeżywa swoje życie w nieszczęściu z powodu własnych złych wyborów?!


Dobre życie oparte jest na dobrych związkach.

 

Znalezienie i utrzymanie tego faktycznie co nas uszczęśliwia jest cholernie trudne, ale… można odciąć się od tego co nas NIE USZCZĘŚLIWIA aby zrobić sobie miejsce na to szczęście, które czyhać może gdzieś za rogiem. 

 

To się nazywa egoizm… Zastanawiam się dlaczego wbrew pozorom tak mało jest wśród nas egoistów - a zwłaszcza wśród Kobiet? Egoizm jest zdrowy kiedy chodzi o nasze własne szczęście. 

Miałem ostatnio ciekawą rozmowę z pewną osobą na temat tego dlaczego ludzie są ze sobą, z jakich powodów… i rozmawialiśmy na temat tego kto z najbliższego otoczenia jest ze sobą z takiej czystej miłości. Wiecie co? To było naprawdę bardzo, ale to bardzo rzadko. Ludzie nie są ze sobą z miłości i to jest straszne… być może z początku jest jakieś zauroczenie, a później odkrywają, że to nie jest to. Nikt mi nie wmówi, że TAK WYGLĄDA ŻYCIE. Nichuja! Ludzie potrafią być ze sobą z miłości bo są takimi samymi wariatami i żyć bez siebie nie mogą. Egoizm polegający na kierowaniu swoim życiem w celu osiągania własnego szczęścia jest najlepszym co możesz w życiu uczynić. Nie możesz myśleć wyłącznie o kimś kosztem swojego szczęścia, bo to największa krzywda jaką wyrządzasz samej sobie. Zwłaszcza jeżeli to dotyczy decyzji życiowych, które mają trwać i trwać, a nie dotyczą wyłącznie Ciebie ale Ty je podejmujesz.

 

Strasznie denerwuje się kiedy ktoś mówi, że nie może zmienić swojego życia bo…dzieci - dlatego nie może odejść od mężą/żony bo nie chce robić krzywdy dzieciom. To nie jest egoizm, to nawet nie jest lenistwo ale to jest ogromne robienie krzywdy dziecku i strach przed zmianami, przed własnymi wymówkami. Chcesz by Twoje dziecko wychowywało się w domu, w którym nie ma miłości, szczęścia a tylko same kłótnie napięta i nerwowa atmosfera bo Ty czujesz się nieszczęśliwa, nie dopasowana? Dziecko mogło, ale nie musiało być świadomą decyzją ale świadomą decyzją musi być uczynienie jego życia szczęśliwym. Jeżeli nie jesteś w stanie ze swoją połówką zapewnić mu szczęśliwego dzieciństwa bo między Wami nie ma szczęścia to musisz zapewnić je osobno. 
 
W pewnym znanym mi domu mieszkał kiedyś pewien chłopiec. Ten chłopiec całe życie obserwował kłótnie swoich rodziców, wieczne, o wszystko, atmosferę nienawiści, dogryzania i… brak godzenia się nawet. Ten chłopiec pragnął by jego rodzice się rozwiedli, aby było normalnie z jednym z nich. Pragnął spokoju w domu i wiedział, że w swoim rodzinnym domu go nie osiągnie. Chciał obserwować swoich rodziców szczęśliwych, którzy w inny sposób ułożyli swoje życie. Przeprowadzał nawet rozmowy z rodzicami na ten temat, próbował godzić ze sobą, a później tylko wyzywał ich kiedy obserwował ich brak szacunku do siebie nawzajem. Tak się nie stało…Ten chłopiec dorósł i czym prędzej tylko mógł wyprowadził się ze swojego domu. W tej chwili sytuacja naturalnie się nie zmieniła, a on nigdy nie widział swoich rodziców szczęśliwych, nie widział jak mówią do siebie „kocham” jak jest między nimi czułość, radość i szczęście. Czy przez to, że rodzice tkwili ze sobą w nieszczęśliwym związku on miał pełniejsze dzieciństwo? Ani trochę. Czy jego rodzice byli niedopasowani? ABSOLUTNIE TAK. Nie mieli praktycznie nic co by ich spajało… Charaktery, pasje, zainteresowania, temperamenty, upodobania - no dosłownie NIC poza miłością do zażartego dogryzania sobie nawzajem gdzie nie było nawet krzty humoru tylko JAD i awantury.
Ten chłopiec zadał kiedyś pytanie swojej mamie: „Mamo, dlaczego nie rozstałaś się z Tatą? Przecież Wy nie pasujecie do siebie jak nikt inny” i usłyszał: „Ze względu na Ciebie”. Poczuł się winny. Poczuł się winny, że przez niego dwójka dorosłych osób nie zaznała w życiu szczęścia prawdziwego, być może bardzo dawno temu jak go jeszcze na świecie nie było na tyle, że on nigdy nie widział i nie zobaczy ich szczęśliwych ani razem ani osobno bo w tej chwili są już starszymi ludźmi i nie mają już szans na zmiany. To smutne, bardzo smutne. Nieszczęśliwych ludzi z własnego wyboru najchętniej karałbym pasem po dupie ;) a z wyboru jest ten, kto szuka miliony wymówek by się wytłumaczyć, a tak naprawdę ogranicza ich wyłącznie strach.

 

Ok rozpędziłem się, bo nie musisz mieć nawet dzieci. Inną inspiracją była znowu dziewczyna od angielskiego, która na jedną z lekcji znalazła film z TEDx pewnej Pani psycholog pt: „Dzisiejsi 30 latkowie to nie są nowi 20 latkowie”. Ogólna teza była taka - jeżeli jesteś w wieku „20-something” to teraz jest ten czas dla Ciebie. Teraz jest ten czas na Twoje życiowe zmiany póki nie będzie za późno - większość tzw „AHA moments” ma miejsce do 35 roku życia, ale aby się pojawiły musisz budować je już teraz… To teraz jest ten czas abyś zadała sobie pytanie:

 

  1. Czego chcesz od życia? Jak wygląda Twoje życie, a jak chciałabyś aby wyglądało?
  2. Czy czujesz się szczęśliwa w swoim życiu?
  3. Czytasz ten tekst, więc zakładam że nie jesteś. Dlaczego nie czujesz się szczęśliwa w życiu?
  4. Czego Ci brakuje? Czy to jest łatwo osiągalne dla Ciebie w tej chwili? Co potrzebujesz by to osiągnąć?
  5. Czy jest ktoś kto powoduje, że nie możesz żyć tak jakbyś chciała, być szczęśliwa w taki sposób jakbyś chciała? 
  6. Ile masz marzeń, których w tej chwili nie widzisz szans zrealizowania…? Dlaczego nie widzisz szansy na ich zrealizowanie w stanie obecnym? Co lub kto może wpłynąć na przybliżenie ich realizacji?
  7. Jak długo żyjesz nadzieją, że coś się zmieni „tak samo z siebie” ? Czy wiesz, że to nigdy tak się nie dzieje… ? 
  8. Czy próbowałaś zmieniać coś w swoim życiu / kimś aby jednak być szczęśliwa? Ile razy? Dlaczego nie wyszło?

 

Zastanów się nad swoim życiem. Zrób sobie rachunek sumienia czego Ci brakuje, czy czujesz się w pełni szczęśliwa ze sobą? Pomyśl sobie co będzie za rok, za dwa….za pięć lat jeżeli nie wprowadzisz żadnych zmian w swoim życiu? Myślę, że w okolicy 30 roku życia ludzie robią takie rachunki sumienia i patrzą się wstecz, znają się już lepiej. Przeżyli bardzo dużo i wiedzą co ich uszczęśliwia, a co nie i czują co chcieliby aby stało się dalej. Nie muszą mieć konkretnego planu, ale czują czego chcą, a czego nie chcą. Nie wiesz czego chcesz? Jak to możliwe … ? Może w takim razie potrzebujesz po prostu zacząć żyć bo nie spróbowałaś go wystarczająco i nie wiesz co sprawia Ci największą frajdę a co nie? Idąc dalej… dlaczego nie „spróbowałaś” życia wystarczająco do tej pory, w której jesteś? Czy coś Cię blokowało … ? 

 

Pomyśl teraz czy coś się zmieni za kilka lat…. czy tylko będziesz bardziej smutna i nieszczęśliwa, a to nieszczęście przerodzi się we frustrację, kiedy obudzisz się że już jest naprawdę za późno na zmiany a wprowadzać je będzie jeszcze trudniej…? 

 

Chcę abyś odbyła taką rozmowę ze sobą i zastanowiła się czego potrzebujesz w życiu, kim jesteś, jaka jesteś. Czy jesteś temperamentna, czy lubisz podróże, spontan, lubisz się śmiać, jesteś otwarta, wesoła, co lubisz jeść, jak spędzać wolny czas, jakiej muzyki słuchać, jakie masz poglądy na różne sprawy, czy lubisz spokój czy jak coś się dzieje? Czy masz skłonność do ryzyka czy jesteś zachowawcza? Bądź ze sobą bardzo szczera. Odkryj swoje D-N-A i nie oszukuj, że coś nie sprawia Ci przyjemności czy radości jeżeli sprawia. Nie oszukuj się, że dogadujesz się lepiej z kimś z kim kto jest Twoim przeciwieństwem tylko dlatego, że nie spróbowałaś dogadywać się ze swoim „podobieństwem”.
Nawet jeżeli to jest niemoralne, mało etyczne czy nawet jeżeli społecznie nieakceptowalne. Nie rób z siebie świętszej niż potrzeba, bo wszyscy żyjemy według narzuconego programu społecznego. Są jakieś normy i teoretycznie powinno się ich przestrzegać, ale tak się jednak nie dzieje. Ludzie lubią / robią różne rzeczy myśląc, że są dziwni czy są wyjątkami…a tak wcale nie jest. Często znalezienie właśnie kogoś o podobnych upodobaniach daje ogromną radość.

 

…A teraz zastanów się czy jeżeli w Twoim życiu jest druga osoba to ona ogranicza czy rozwija Cię w tym zakresie? Czy dzieli Twoje pasje i upodobania? Czy ta druga osoba…. INSPIRUJE CIĘ? Nie wiem dlaczego, ale ujebałem się tej inspiracji i zdania nie zmienię. Szczęśliwy związek jest wtedy kiedy druga osoba jest dla Ciebie inspiracją i pokazuje Ci świat inny, którego Ty nie widzisz. Jest Twoim uzupełnieniem, przyjacielem, kochankiem, oparciem, zrozumieniem? Czy czujesz się tak naprawdę kochana przez tą osobę? To się czuje, o to nie trzeba pytać, ludzie nawet nie muszą sobie mówić „kocham” aby czuć to nawzajem od siebie. Ja może jestem dziwny i z tego co czytam to tak…jestem dziwny bo ja zawsze w swoich relacjach starałem się inspirować drugą osobę, ciągnąć ją do góry. Nie wyobrażam sobie aby było inaczej, że druga strona nie robi wszystkiego aby upgradować i inspirować tę osobę aby osiągała w życiu więcej… aby:

 

  1. spełniała się zawodowo
  2. realizowała swoje marzenia
  3. czuła się wartościowa i doceniana

 

Taki kiedyś był mem (mogłem go nawet wspominać już - mam bardzo słabą pamięć), gdzie jest para dziadków trzymających się za ręce, którzy przetrwali ze sobą całe życie bo kiedyś jak się coś psuło to się naprawiało, a nie wyrzucało do kosza. Ja się nie zgadzam z tym… Naprawiać można wielokrotnie, ale naprawy mogą nie przynosić rezultatu, bo okazuje się… że to jest po prostu trefny egzemplarz i trzeba go wymienić na taki, który będzie sprawnie działał, a drobne naprawy będą zawsze powodowały, że będzie działał jak nowy. Wszystko się psuje - umówmy się, ale niektóre zestawienia mają „psucie się” wpisaną w naturę, tylko Ty akceptujesz to zepsucie i wieczne naprawianie. Męczy Cię to…ale jesteś sentymentalna tak jak przy ubraniach, z których dawno wyrosłaś ale je uwielbiasz. 

 

Ostatnio słyszę wiele historii ludzi, którzy są ze sobą baaardzo długo a ich związki rozpoczęły się w momencie wejścia w dorosłość. Zawsze mi się wtedy robi smutno jak to obserwuje. Widzę u tych ludzi brak szacunku (na to jestem ogromnie wyczulony - kiedy ludzie nie mają do siebie szacunku). Nie twierdzę, że one nie mają racji bytu ale są bardzo, bardzo trudne do utrzymania. Bardzo trudno jest podjąć właściwa i racjonalną decyzję w tym wieku. Ludzie się docierają, uczą ze sobą żyć i nie pamiętają jak to wygląda gdy jest inaczej.
Mijają lata…jakoś to leci, pewne cechy charakteru kształtują się  jednak coraz bardziej…aż nagle budzimy się, że to jednak nie to. Nie odczuwamy szczęścia. Jest bardzo trudno… bardzo. Jak zrezygnować z tego? Jak przyznać przed sobą, że nie ma tego uczucia bo to co kiedyś połączyło nie funkcjonuje już bo „parowaliśmy się” będąc zupełnie innymi ludźmi? Osobiście nie znam ani jednego małżeństw, które by przetrwało więcej niż kilka lat i utworzyły go osoby przed 25 rokiem życia.

Szczególnie utkwił mi w pamięci także bardzo długi mail od pewnej dziewczyny, który miał temat: „warto przeczytać do końca…”. Rzeczywiście…czytałem chyba z 20 minut i z każdym słowem robiłem się coraz bardziej smutny. Dlaczego? Bo czytałem co ona akceptowała…Żyła 8-9 lat w związku, który jej nie uszczęśliwiał z bardzo trudnym i zaborczym człowiekiem, ale nie potrafiła odejść dopóki nie pojawił się ktoś trzeci kto spowodował, że dostała wiatru w żagle, powiedziała NIE, spakowała się i wyprowadziła. Kobieta przed 30-stką, która musiała życie nagle rozpoczynać od nowa, ale jak przyznała warto było bo czuje zupełnie innym człowiekiem i nie wiedziała nawet, że tak się można czuć.


Lubię rozmawiać z ludźmi, obserwować, analizować, badać. Znam conajmniej 7 (!!!) takich przypadków… gdy ludzie niekoniecznie są ze sobą z miłości.  Najczęściej jest to strach  :( przed tym co się stanie gdy zmienią tą stabilność. Uwielbiam oglądać ludzi u których widzę, że się realnie kochają, że są szczęśliwi. To się czuje. Ja im wtedy bardzo mocno kibicuje bo lubię cieszyć się z czyjegoś szczęścia. Jak pomyślę sobie o swojej siostrze i jej mężu to odnoszę takie wrażenie - że tam jest miłość-ogromna, a ich historia jest rodem z filmu/harlequina ale nie mogę opowiedzieć, bo to osoby publiczne i łatwo mogłyby zostać namierzone.

 

Wiem jak trudno jest podjąć trudną decyzję w życiu. Jak trudno przed samym powiedzieć sobie co nie czyni Cię szczęśliwą i co potrzebujesz zrobić aby to zmienić. Życiowe zmiany są najtrudniejsze i pewnie im mocniejsze tym bardziej je odczujesz:

 

  1. zmiana otoczenia
  2. zmiana mieszkania
  3. zmiana statusu materialnego (być może będzie Ci gorzej)
  4. pustka i smutek, że komuś robisz krzywdę 

 

Kredyty? PIERDOLIĆ KREDYTY. Tyle powiem. Jak masz taki problem to zacznij planować swoje życie i zacznij myśleć jak się od tego uwolnić. Może to kwestia zmiany pracy? Zacznij Pytanie jak długo to może potrwać? Jak długo być bolesne…? Pól roku? Rok? A jak nie zmienisz to jak długo będzie Cię boleć, a ból będzie się pogłębiał?

 

Zrób sobie listę może być w excelu, może być na kartce i wypisz:

 

  • Co czyni Cię nieszczęśliwą
  • Co zyskasz gdy to zmienisz, jakie szanse się dla Ciebie otworzą

 

Będzie smutno. Będzie boleć. Musi boleć. Ma boleć - inaczej tego nie załatwisz. Każdego po kolei może boleć, ale… jeżeli odpowiedziałaś sobie na wcześniej zadane przeze mnie pytania i wiesz, że ten stan rzeczy nie przyczyni się do Twojego szczęścia to lepiej zrobić to szybciej niż później aby obie strony bolało to krócej. Wierzę w szczęście, ale wiem że istnieje coś takiego jak przywiązanie, sentyment, poczucie intymności ale co z tego skoro nie ma takiego szczęścia jakby mogło być… ? 

Musisz być egoistką jeżeli nie odczuwasz szczęścia i nie widzisz perspektyw na to szczęście bo INACZEJ WYOBRAŻASZ sobie swoje życie! To może także dotyczyć pracy. 

 

Prawdopodobnie po przeczytaniu tego tekstu i odpowiedzeniu sobie na te wszystkie pytania odczuwasz smutek. Uświadamiasz sobie pewne rzeczy i dochodzisz do wniosku, że powinnaś przejść do pewnych akcji. Zacząć je planować. To najtrudniejszy etap, ale jeżeli tak się stało to gratulacje. Teraz został Ci strach… Strach przeprowadzania tych zmian i tego jak to zrobić. Pojawi się pewnie jeszcze smutek, żal do samej siebie. To normalne i będzie się pojawiać, ale… Ty jesteś Kapitanem i Sternikiem okrętu pt. „Twoje życie”, a kapitan musi być twardy i czasem przyznać się do błędu, że obrał zły kurs swojego statku, ale wraca na właściwą trasę. Nawet jeżeli musi wrócić się o kilkanaście tysięcy kilometrów.

 

Po tych wszystkich przemyśleniach możesz jednak dojść do innych wniosków. Możesz stwierdzić, że tak naprawdę to jesteś szczęśliwa i nie potrzebujesz żadnych poważnych życiowych zmian, bo wszystko jest realne w zasięgu ręki w Twoim obecnym życiu, które musisz tylko stuningować. Świetnie. Odpowiedziałaś sobie na zajebiście ważne pytanie i możesz śmiało stwierdzić:

Jestem szczęśliwa, potrzebuje tylko drobnych korekt!

 

Jeżeli takie będziesz miała przemyślenia to trwaj przy tym. Pielęgnuj to swoje szczęście i zastanów się co daje Ci to największe szczęście i co możesz zrobić aby ono trwało jak najdłużej. To jest ten moment, aby sobie to uświadomić i poczynić odpowiednie kroki by ono nie znikło…

 

Zachęcam jednak do tego aby zrewidować własne szczęście i zacząć czynić zdecydowane kroki w tym kierunku. Czas na zmiany jest teraz, a nie za rok czy za dwa. Wtedy może być już za późno…!

 

Szcześcia i namiętności życzę ;)

mezczyznazwyobraznia@gazeta.pl 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Kody Rabatowe